poniedziałek, 27 sierpnia 2012

12.


Czuję się tak zmęczona, ale równocześnie tak wspaniale... W tak idealnie poukładanym świecie. Wystarczy jeden zły ruch, by zburzyć to piękno. Ale ja doceniam wszystko. Lekki podmuch wiatru, zieleń trawy, cudowne oblicze zwierząt. Staram się wykorzystywać dzień w pełni. Wychodzi mi to.
Potrzebuję też spokoju. Takiego z prawdziwego zdarzenia, choćby trwał tylko połowę dnia.
Ciężko mi się pisze. Może dlatego, że wręcz padam z nóg po męczącym wyjściu? Muszę się wyspać, bo dłużej tak nie pociągnę.
Muszę wesprzeć się cytatami, bo jestem nie do życia:

"...i marzę. 

Marzę, żeby przeżyć życie stereotypowo.
Kochać i być kochanym.
Obudzić się ra­no obok ukocha­nej osoby
i całować jej zapłaka­ne po­liczki skąpa­ne w łzach szczęścia.
Nie jes­tem modny?
Nie zbun­to­wałem się światu?
Nie jes­tem wyjątkowy?
Nie chcę być!
Pragnę tak moc­no, że sa­mo prag­nienie mnie uszczęśliwia.
Aż się boję tak og­romnej daw­ki ra­dości gdy obudzę się rano,
obok ukocha­nej osoby...

I marzę... "

"Za dużo mówi­my o zmianie świata, 
a za mało świat zmieniamy. 
Za dużo mówi­my o miłości, a za mało kochamy. "

I na koniec, coś z mojego zbioru, wierszy przeze mnie napisanych (jakiś czas temu):

Serce moje, przebite milionami niewidzialnych ostrzy, płakało.
Dusza moja, zraniona tysiącami niewypowiedzialnych słów, krwawiła.
Ciało moje, wykończone przez codzienny obrót życia, wysiadało.
Rozum mój, tak zręczny i dobry na co dzień, tracił swoje umiejętności.
Nie umiałam myśleć trzeźwo. Nie mogłam odczuwać tego, co czułam wcześniej.
Tak jakby niewidzialna ręka niszczyła moje wszystkie plany i marzenia.
Zabierała mi wszystko to co mam najcudowniejsze.
Odbierała nadzieję, drwiła z uczuć nie pozwalając myśleć racjonalnie.
Jak gdyby wymyśliła jakiś zręczny i dokładny plan zrobienia ze mnie bezsilnej.
Zabierając mi wszystko po trochu, niepostrzeżenie, radowała się.
Cieszył ją mój smutek. Moje złe postrzeganie świata.
Bezsilność, nieumiejętność poradzenia sobie z sytuacją.
Odbierając człowiekowi całą jego nadzieję jesteś zabójcą.
Powoli zabijasz go od środka, zabierając mu wszystko co ma.
Albowiem możliwe, że nadzieja to jedyna rzecz, którą posiadał.
I za którą był skłonny oddać życie.
Umarłam, pozbawiona pogody ducha.
Umarłam, ponieważ życie straciło dla mnie sens.
Umarłam, myślami wracając do tego ostatniego, przepełnionego nadzieją, lipcowego popołudnia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz