wtorek, 3 listopada 2015

26.

Czego mi (nie) brakuje, gdy myślę o miłości?

Chyba każda osoba płci pięknej w dzieciństwie marzyła o chłopcu -  swojej miłości. Chciała, aby pewnego dnia książę przyjechał na koniu i porwał ją tam, gdzie będą żyli długo i szczęśliwie.
Z czasem te marzenia trochę się zmieniły.

Na początku dziewczynka chciała mieć to wszystko w jednej osobie. Później wyeliminowała ze swoich marzeń konia, następnie porwanie. Na końcu, jako kobieta, wyeliminowała miłość. Zaczęła po prostu chcieć mężczyzny.

Życie często nas zawodzi. Nasze marzenia okazują się być nierealne (no, bo kto w tych czasach jeździ na koniu zamiast samochodem?!). Jako, że człowiek jest istotą społeczną, która potrzebuje głaskania, tulenia, miziania, tarmoszenia, dokuczania, a czasami po prostu możliwości otwarcia do kogoś rano buzi, angażuje się w związki. Na początku ma wygórowane wymagania, ale z czasem, gdy coraz bardziej się zawodzi lub nie może znaleźć nikogo o tych cechach, zaczyna potrzebować kogokolwiek. Stąd się biorą związki, które nie są ani szczęśliwe, ani smutne, takie po prostu obojętne... Czasami bardzo krzywdzące dla jednej ze stron, która kocha i nie dostaje w zamian ilości dawki ciepła, której potrzebuje.

Jesteśmy ludźmi. Kochamy. Marzymy. Zapominamy.

Kochamy to, co na naszą miłość nie zasługuje. Marzymy o rzeczach materialnych, z których wewnętrznie nie mamy większego pożytku. Zapominamy o najważniejszych rzeczach, takich jak żeby w życiu kierować się miłością.

Czego mi brakuje, kiedy myślę o miłości?

Brakuje mi przede wszystkim przegadanych nocy. Czułości. Lekkiej zazdrości. Jak każdy - potrzebuję czuć się kochana, i potrzebna. Brak mi możliwości opieki nad kimś, odpowiadania za jego emocje, uczucia i szczęście. Brakuje mi spełnienia. Świadomości posiadania kogoś, kogo kocham.

Czego mi nie brakuje?

Nie brakuje mi kłótni. Scen zazdrości. Niewyspania (sen najważniejszy, wiadomo!). Mocnego uzależnienia. Częstego myślenia, przez co stanowczo nie mogłam się skupić. Ograniczania na wielu płaszczyznach życia. Ogromnego przejęcia się drugą osobą (boli go noga - matko, dramat, wzywamy pogotowie, dzwonimy po teściową, a jak umrze, to ja umrę z nim!).

Miło jest powiedzieć po 8 miesiącach - pozbierałam się. Z uśmiechem przyznać, że jest... dobrze? Na pewno inaczej. Jakby przeszłość nagle nie istniała, zaczynamy nową rundę - nowe karty, liczy się tylko to, co tu i teraz.

Kocham rodzinę i przyjaciół. Kocham się rozwijać i fotografować.
Marzę o wyjeździe w góry z aparatem w dłuższe wolne i podziwianie tego wszystkiego, na co większość ludzi nie zwraca uwagi.
Zapominam o przyszłości - chcę po prostu budować lepszą przyszłość, która będzie oparta na solidnych fundamentach.

Moja wersja kiedyś?

Kocham Jego.
Marzę o Nim.
Zapominam o tym, co zrobił mi złego.
Moja wersja singla "Kocham. Marzę. Zapominam." nie jest taka zła. Może nawet i lepsza, bo nie jest toksyczna. Chcę odkrywać, bawić i cieszyć się życiem. Tak, ja romantyk, doceniłam inne rzeczy i nie skupiam się na poszukiwaniu miłości. Jednak cuda się zdarzają.